Bardzo wiele naszych postów na Facebook spotkało się z dużym zainteresowaniem fanów. Wiele z nich jest już niestety tak „głęboko” na naszym wall’u, że trudno na nie trafić. Postanowiliśmy najciekawsze opublikować na blogu w postaci nowego cyklu. Przed Wami kolejna porcja wiedzy – znaki towarowe.

Toile Monogram od LV przegrywa z duńską artystką

Dzisiaj o wszystkim dobrze znanym Toile Monogram, czyli wzorze, który sygnuje produkty Louis Vuitton. Sam symbol, jak i każdy z jego 4 elementów składowych, są zarejestrowanymi znakami towarowymi, a LV słynie z naprawdę restrykcyjnej ich ochrony. W założeniu, zastrzeżenie znaku towarowego właśnie temu służy – ochronie przed rozmyciem, aby znak nie był mylony z innymi czy wykorzystywany w nieuprawniony sposób przez innych.

Jednak jak daleko można się posunąć – zarówno chroniąc znak towarowy, jak i wykorzystując go artystycznie? LV bardzo często pozywa kogoś za wykorzystanie Toile Monogram. Deska rozdzielcza samochodu pokryta słynnym wzorem w teledysku Britney Spears – pozew. Piłka plażowa w teledysku Da Brat, czy kurtka rapera w innym – pozew. Najczęściej są to sprawy wygrane przez LV lub zakończone ugodą. Chociaż nie zawsze. Przykładowo, w sprawie filmu „Kac Vegas w Bangkoku”, gdzie pojawia się podrobiona torba LV z monogramem, modowy gigant przegrał. Sąd w wyroku powołał się m.in. na Pierwszą Poprawkę do Konstytucji USA oraz wcześniejszą sprawę pozwu Ginger Rogers wobec producentów filmu „Ginger i Fred”.

Są to jednak prawne „wojny gigantów”- wielkich korporacji i rzeszy prawników. My zaś cieszymy się z przypadku Nadii Plesner – duńskiej artystki, która już dwa razy zwyciężyła w sądzie z LV. Otóż, na jednym z dzieł, w ramach kampanii przeciw konfliktowi w Darfurze, przedstawiła małego Afrykańczyka trzymającego na ręku psa Chihuahua i słynną torebkę LV. Pozew został oddalony przez Sąd w Hadze, który wskazał, że „waga społeczna prac Plesner zdecydowanie przewyższa wagę ochrony znaku LV”.

Biedronka – renomowany znak towarowy?

W polskich realiach, hasło „niskie ceny” wydaje się być bardzo wysoko cenione… Wystarczy zajrzeć do bazy Urzędu Patentowego – zarejestrowane są tam m.in. „MediaExpert – każdego dnia niskie ceny”, „PEPCO – każdego dnia niskie ceny”. Ostatnie doniesienia o sądowym sporze między sieciami sklepów Biedronka oraz Globi (sieć Carrefour) dotyczącym dopisku „Codziennie niskie ceny” w logotypach obu podmiotów pokazują jednak, że Urząd Patentowy może zbyt pobieżnie oceniać znaki towarowe w zakresie braku podobieństwa.

Biuro Prasowe Jeronimo Martins Polska S.A. wskazuje wprost, iż „Biedronka” jest renomowanym znakiem towarowym, a Globi tą renomę próbuje wykorzystać. Jednak nie tylko renoma jest tu stawką, lecz także koszty usunięcia takiego znaku towarowego z reklam czy ulotek (w końcu zarejestrowany znak towarowy gwarantuje jego właścicielowi wyłączność używania).

Na marginesie, przypominamy, że znak towarowy to nie tylko powszechnie kojarzone logo. To każde oznaczenie odróżniające producentów towarów i usług od towarów i innych producentów, które można przedstawić w sposób graficzny. A takie może stanowić równie dobrze kombinacja liter/cyfr, jak i słów. W związku z tym warto w ten sposób chronić dobry, chwytliwy slogan jak np. „THERE IS NOTHING LIKE A MENTOS KISS” albo „IMPOSSIBLE IS NOTHING”.

Czego nie można robić z BMW

Znacie sądową sprawę BMW i pewnego „sprytnego przedsiębiorcy”? Pozwany przy oznaczaniu swojej firmy używał m.in. słów „Serwis BMW” pomimo, że od dłuższego czasu nie był już autoryzowanym dealerem tej marki. Do tego, w sąsiedztwie swojego warsztatu umieścił również tablicę informacyjną, na której niemal połowę powierzchni zajmowało logo BMW, zaś jego pracownicy byli ukazywani jako szkoleni przez BMW.

Wszystko to sprawiało wrażenie, jakby firma należała do sieci handlowej BMW. Łatwo się domyślić, że BMW wygrało sprawę, a sąd zakazał pozwanemu używania słowno- graficznego znaku towarowego BMW w zakresie informacyjnym, jak i reklamowym. W szczególności w sposób mogący wywołać u potencjalnych klientów przeświadczenie, co do istnienia związków gospodarczych pomiędzy przedsiębiorcą a BMW.

Sprawa wydaje się prosta, jednak chcielibyśmy Was uświadomić, że znak towarowy nie uprawnia jego właściciela do zakazania innym podmiotom używania go, jeżeli wskazują oni na przeznaczenie towarów ( w szczególności będących akcesoriami lub częściami zapasowymi). Jest jednak warunek: przedsiębiorca musi używać znaku zgodnie z uczciwymi praktykami w przemyśle i handlu. Co to oznacza? Kiedy użycie cudzego znaku towarowego jest niezgodne z uczciwymi praktykami?

Po pierwsze, w sytuacji, gdy sprawia wrażenie istnienia powiązania gospodarczego między osobą trzecią a właścicielem znaku towarowego. Po drugie, w sytuacji, gdy narusza wartość znaku poprzez osiąganie nieuzasadnionych korzyści wynikających z jego charakteru odróżniającego albo renomy. Po trzecie, w sytuacji, gdy skutkiem takiego używania jest dyskredytacja lub oczernianie znaku (więcej w: sprawa C‑228/03 The Gillette Company).

UWAGA na „rejestrowych naciągaczy”

Dzisiaj przestrzegamy przedsiębiorców, którzy składają wniosek o rejestrację znaku towarowego w OHIMie (The Office for Harmonization in the Internal Market). Otóż, coraz częściej po złożeniu wniosku o rejestrację, rejestrujący otrzymują poważnie wyglądające pismo z wezwaniem do zapłaty z tytułuawie „zakończenia rejestracji znaku towarowego w Unii Europejskiej” wraz z fakturą VAT na kwotę nawet kilku tysięcy euro. Takie listy to jednak zwykły scam. Jest to praktyka naciągaczy wykorzystujących niewiedzę przedsiębiorców, którzy najczęściej niedoświadczeni w procedurze rejestracyjnej, wpłacają wskazane w nich kwoty na rachunek bankowy należący rzekomo do OHIM.

Jak scammerzy uzyskują dane firm, które rzeczywiście są w trakcie procedury rejestracji znaku towarowego? Bardzo prosto – ze strony urzędu, na której po złożeniu wniosku o rejestrację, znak jest publikowany wraz z nazwą i adresem zgłaszającego oraz informacjami o samym znaku (wniosku). Każdy z nas ma więc łatwy dostęp do tych informacji. Oszuści wysyłając wezwania, wykorzystują zwykle nazwy lub symbole kojarzące się przeciętnemu człowiekowi z instytucjami europejskimi. Pojawiają się więc takie „organizacje” jak:
RIPT – Register of International Patents and Trademarks
PTR – Patent Trademark Register
ODM – Office Data Management

Pamiętajmy, że Urząd Harmonizacji Rynku Wewnętrznego nie wystawia faktur VAT i nie rozsyła listów z żądaniem uiszczenia opłaty za świadczone usługi. Z przykładami bezpodstawnych wezwań możecie zapoznać się na stronie OHIM oraz Światowej Organizacji Własności Intelektualnej.

Google a trademark bullies

Niedawno pisaliśmy o uzasadnionej obawie Google’a przed dołączeniem do generycznych znaków towarowych i o tym, jak przez to walczy z czasownikiem „googlować”. W związku z tym coraz częściej mówi się, że Google wkrótce dołączył do tzw. trademark bullies, chociażby przez to, jak bezpardonowo wkracza ze swoimi żądaniami w sferę fair use.

Pewna grupa niemieckich aktywistów Peng! Collective jakiś czas temu założyła stronę Google-nest.org. Portal parodiował politykę prywatności Google’a i ekspansywne usługi firmy dotyczące niemal każdej dziedziny naszego życia. Na Google-nest możne było znaleźć humorystycznie sparodiowane propozycje nowych produktów Google’a, takie jak Google Bee (czyli osobisty szpiegujący drone), Google Hug (wyszukiwarka osób, z którymi mógłbyś się przytulić), Google Trust (pomagający Ci nabrać zaufania do Google’a) albo Google Bye (Twój pośmiertny profil społecznościowy). Na działanie prawników Google’a nie trzeba było długo czekać… Teraz na stronie www widnieje tylko oświadczanie kolektywu, w którym piszą, co sądzą o całym tym zdarzeniu.

W sprawę zaangażowało się Electronic Frontier Foundation (EFF), które w otwartym liście do władz Google’a wyraża zaniepokojenie, że firma „zaatakowała” stronę, która jest rodzajem politycznego komentarza: „Władze USA konsekwentnie wspierają podstawową zasadę, że prawo znaków towarowych nie wpływa na, a tym bardziej nie zakazuje, tego rodzaju wypowiedzi, będących przedmiotem zasadniczej troski politycznej” – pisze dyrektor IP EFF.

Nie można jednak zaprzeczyć, że Google-nest.org pokazało, jak bardzo zintegrowane z Google stało się życie wielu z nas. Jednak w kontekście ochrony naszych danych, nie jest to pozytywne zjawisko…

FIFA World Cup Brazil 2014 – największe wydarzenie sportowe na świecie. Jest to idealna okazja do tego, żeby przyjrzeć się bliżej różnym prawom własności związanym z FIFA.

Własność intelektualna należąca do FIFA to przede wszystkim znaki towarowe, takie jak FIFA, WORLD CUP, COPA 2014, BRAZIL 2014 czy hasło A TIME TO MAKE FRIENDS, a także wzory przemysłowe jak m.in. oficjalny Plakat, Puchar czy Maskotka (ma na imię Fuleco – od połączonych słów „futebol” i „ecologia”, zwierzątkiem jest pancernik kulowaty – gatunek zagrożony i występujący wyłącznie na obszarze Brazylii). Można ich używać wyłącznie na podstawie umowy zawartej z FIFA.

Organizacja jest znana ze swojej walki z podrabiaczami, co jest w miarę zrozumiałe biorąc pod uwagę wyniki badań – FIFA World Cup jest najbardziej rozpoznawalnym trofeum sportowym na świecie (średnia rozpoznawalność to 83%, w Brazylii – 99%). Jedna z „ofiar” tej walki, biznesmen z Kapsztadu, który został oskarżony przez FIFA o nielegalną sprzedaż breloczków, podsumował prosto, że FIFA pod tym względem jest gorsza niż mafia.

Jednak nie chcemy pisać o tak oczywistych sprawach jak to, jakie dobra intelektualne chroni FIFA i w jaki sposób narazić się na karę kilkudziesięciu tysięcy euro/dolarów (ciekawskich odsyłamy do 27-stronnicowej instrukcji wydanej przez FIFA, która określa, w jaki sposób można i nie można wykorzystywać symbole związane z mistrzostwami).

Z FIFA łączą się inne, interesujące historie dotyczące praw własności intelektualnej. Przykładowo – Paul the octopus. Paul był międzynarodowej sławy ośmiornicą, która przewidywała wyniki meczów, w których grali Niemcy (być może dlatego, że byli to jego rodacy – Paul wykluł się w Niemczech). Mundial 2010 był okresem najbardziej spektakularnych wyczynów Paula – ośmiornica prawidłowo wytypował zwycięzcę meczów z Niemcami siedem razy z rzędu. „Paul the octopus” jest międzynarodowym znakiem towarowym.

FIFA jest również wyczulona na praktyki marketingowe firm niezwiązanych z nią np. sponsoringowo, które chciałyby „pasożytować” na medialnym szumie wokół mistrzostw. Chodzi o tzw. ambush marketing, czyli działania zmierzające do stworzenia skojarzeń z imprezą przez firmy niebędące sponsorami. Prawdopodobnie, pod tym względem, nie da się ukryć przed FIFA. Przekonały się o tym m.in. linie lotnicze Kulula.com, które reklamowały się, jako „nieoficjalny przewoźnik sami-wiecie-czego” a także firma Metcash Trading Africa, która w trakcie Mundialu w 2010 roku sprzedawała lizaki „Astor 2010 Pops”. Obie firmy oczywiście przegrały z FIFA.

Podobał Ci się artykuł?

Podziel się ze znajomymi lub zapisz do subskrypcji by otrzymać informacje o najnowszych wpisach

Możliwość komentowania jest wyłączona.