Entuzjaści Banksy’ego zapewne przypominają sobie czerwcowe wydarzenie poprzedniego toku, kiedy to jego mural „Slave Labour”, wykrojony ze ściany w Londynie, został wystawiony na aukcji. Jak informuje Bloomberg, dzieło zostało sprzedane za ponad 750 tys. GBP. W problematykę komercjalizacji jego sztuki wpisuje się również film „How to Sell a Banksy”, poruszający kwestie własności, prawa autorskiego oraz wartości sztuki. Prawdopodobnie ze względu na to, iż street art przez lata rozpatrywany był przede wszystkim z perspektywy jego nielegalności i karalności na podstawie przepisów m.in. prawa karnego, problematyka tego typu twórczości w świetle prawa autorskiego jest nieczęsto poruszana. Brakuje też, przynajmniej w Polsce, orzecznictwa, które byłoby opiniotwórcze w tej kwestii.W ramach wstępu „telegraficznym” skrótem przypomnę podstawę każdego zagadnienia z zakresu prawa autorskiego, mianowicie co jest jego przedmiotem, jakie przesłanki muszą zostać spełnione aby dzieło było utworem w rozumieniu ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej pr.aut.). Regulacjom prawnoautorskim podlegać będzie każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia (utwór). Definicja ta jest też istotna z innego względu – prawo autorskie nie jest uzależnione w tym wypadku od legalności czy braku legalności umiejscowienia dzieła, ponieważ „utwór” jest to niematerialne dobro prawne, wyraźnie separowane od jego nośnika, niezależnie czy jest to obraz na płótnie, czy graffiti na prywatnym budynku.

Streetartowiec tworzący sprayem bądź permanentnym markerem, nie pozostawia właścicielowi wielkiego wyboru w razie targnięcia na jego mienie – dzieło może być niechybnie tylko usunięte, czy to przy pomocy rozpuszczalnika, czy przez zamalowanie dzieła. Albo sprzedane. W tym miejscu pojawia się kwestia zasygnalizowana w pierwszych zdaniach niniejszego wpisu – czy właściciel nośnika np. drzwi, na których zostało wykonane tzw. wheatpaste, może dobrowolnie nimi rozporządzać oraz czerpać korzyści? Niektórzy podnoszą tezę, iż można domniemywać, że artysta tworząc na cudzym nośniku, przenosi (chociaż nie posunęłabym się do tak dalekosiężnych teorii, w „sprzyjających” okolicznościach można co najwyżej stwierdzić zaistnienie licencji niewyłącznej) prawa do stworzonego dzieła na rzecz właściciela np. muru czy pociągu, co skutkowałoby dyspozycyjnością po jego stronie w kwestii usunięcia graffiti, czy przeniesienia praw do niego na osoby trzecie. Teoria ta niewątpliwie sprzyja oczekiwaniom właścicieli nośników, narusza natomiast niewątpliwie interesy artysty. Jakkolwiek w świetle niedawnej akcji Banksy’ego w Central Parku wydawać by się mogło, iż streetartowcy tworzą „dla społeczeństwa”, wykluczenie artysty z obrotu jego dziełem, pozbawia go czerpania profitów z niekiedy intratnego biznesu (a to już stanowi naruszenie jego praw autorskich).

Pominę wszechstronny, bodajże ulubiony przepis organizacji i osób walczących z „piractwem”, stwierdzający, iż dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy, skupiając się na bardziej szczegółowych w analogicznych stanach faktycznych, regulacjach. Kwestię dwoistości prawnie chronionych dóbr jakim jest „utwór” i jego nośnik, reguluje art. 52 pr.aut., w myśl którego jeżeli umowa nie stanowi inaczej (uznajmy, iż przeciętny graficiarz takich z, np. PKP Cargo S.A., nie sporządza), przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu, i odwrotnie, przeniesienie własności egzemplarza utworu nie powoduje przejścia autorskich praw majątkowych do utworu. Wskazać należy, iż w takiej sytuacji właściciel nośnika może korzystać z rzeczy zgodnie z jej przeznaczeniem, lecz z poszanowaniem praw autorskich artysty (w granicach wynikających z art. 23 pr.aut). Właściciel rzeczy może bowiem naruszyć zarówno autorskie prawa majątkowe, jak i autorskie prawa osobiste twórcy utworu.

Przyjmijmy, iż twórca muralu nadal posiada autorskie prawa majątkowe do swojego dzieła, nie może jednak praw tych realizować, gdyż naruszałoby to prawo własności nośnika. Ustawodawca przewidział dla niego jedynie pewne uprawnienia szczególne – art. 52 ust. 3 oraz art. 60 pr.aut. Zgodnie z tym pierwszym, nabywca oryginału utworu jest obowiązany udostępnić go twórcy w takim zakresie, w jakim jest to niezbędne do wykonywania prawa autorskiego. Jednak osobą zobowiązaną do udostępnienia utworu, wbrew literalnemu brzmieniu przepisu, jest nie tylko „nabywca oryginału utworu”, lecz również każdoczesny jego posiadacz. Nieco kontrowersyjny w świetle działalności streetartowców wydaje się pogląd doktryny, iż posiadacz taki ma obowiązek umożliwić artyście dojście czy wgląd do dzieła, np. zezwalając na wejście na teren posesji (chociaż z problematyką tą zupełnie dobrze poradził sobie Sąd Najwyższy orzekając, iż pierwszeństwo ma prawo osobiste użytkownika do niezakłóconego miru domowego). Zaznaczyć również należy, iż regulacja ta nie oznacza obowiązku wydania dzieła artyście.

Z kolei art. 60 ust. 1 pr.aut. stanowi, iż korzystający z utworu jest obowiązany umożliwić twórcy przed rozpowszechnieniem utworu przeprowadzenie nadzoru autorskiego. W jakim zakresie takie uprawnienie jest wykonalne w stosunku do tworzących często incognito graficiarzy? Na pewno ratio legis niniejszego przepisu jest „szczytny” – ma na celu ochronę interesów osobistych artysty, a w szczególności prawa do nienaruszalności treści i formy utworu oraz prawa nadzoru nad sposobem korzystania z dzieła.

Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na przypadki tzw. dozwolonego użytku, czyli ustawowych wyjątków zezwalających na eksploatację cudzej twórczości bez zgody autora i bez zapłaty wynagrodzenia, właśnie odnośnie street art’u.

Pierwsza regulacja dotyczy znowu właściciela egzemplarza utworu plastycznego, który to może go wystawiać publicznie, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych. Przy czym należy zwrócić uwagę na pojawiające się tu dwie, dość istotne, okoliczności. „Miejsce publicznie dostępne” (które pojawi się również poniżej) nie odnosi się tylko do wiaduktu czy ściany bloku, lecz również wnętrz budynków otwartych dla szerszej publiczności. Poza tym zakaz łączenia upublicznienia dzieła z uzyskiwaniem profitów ekonomicznych, dotyczy nie tylko nadmienionego właściciela egzemplarza, ale rozciąga się również na osoby trzecie. W myśl art. 32 ust. 2 pr.aut, w razie podjęcia decyzji o zniszczeniu oryginalnego egzemplarza utworu plastycznego znajdującego się w miejscu publicznie dostępnym, właściciel jest obowiązany złożyć twórcy utworu lub jego bliskim ofertę sprzedaży, jeżeli porozumienie się z nim, celem złożenia oferty, jest możliwe. Niezbyt korzystnie, górną granicę ceny określa tu wartość materiałów. Jeżeli sprzedaż nie jest możliwa, właściciel jest obowiązany umożliwić twórcy sporządzenie kopii bądź – zależnie od rodzaju utworu – stosownej dokumentacji. Jest to przepis pozytywny dla twórcy tworzącego np. mural na zlecenie dewelopera. Inaczej przedstawia się sytuacja „nielegalnego” dzieła, gdyż uważa się, iż wskazane roszczenie nie może być kierowane przeciwko osobie, która jest pierwotnie poszkodowana działaniem twórcy (a więc od osoby, której „zniszczyłeś” swoją sztuką mienie, nie powinieneś żądać, aby nie niszczyła Twojego dzieła).

Kolejna forma dozwolonego użytku publicznego zawarta została w treści art. 33 pr.aut. W myśl ust. 1 wspomnianego przepisu wolno rozpowszechniać utwory wystawione na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku. Aby nie naruszać praw twórców, i tak już ograniczonych instytucją dozwolonego użytku, wskazuje się, iż przepis ten należy interpretować zawężająco, a użyte w nim zwroty traktować dosłownie, stosując się do ich zakresu potocznego np. „drogą” w świetle tego przepisu będzie „wydzielony pas ziemi łączący poszczególne miejscowości lub punkty terenu, przystosowany do komunikacji”. Nie ma więc tu przeciwwskazań do nakręcenia filmu, w którym tłem sceny będzie mural, czy do zamieszczenia przez fotografa w swoim internetowym portfolio zdjęcia przedstawiającego graffiti. W przeciwieństwie do poprzedniej regulacji nie ma tu znaczenia, że zazwyczaj graffiti powstaje bez wymaganej zgody, ponieważ okoliczność ta jest irrelewantna dla określenia przedmiotu prawnoautorskiej ochrony. Chociaż ochrona ta jest tu mocno uszczuplona – rozpowszechniający w ten sposób cudzą twórczość może z tego tytułu uzyskiwać korzyści materialne, przy czym korzystającym z tej regulacji może być zarówno podmiot prywatny, jak i profesjonalny.

Jak chronić street art, skoro w jego ochronę nie angażują się sami twórcy? Może warto żeby interweniowali sami właściciele murów, jak w przypadku „Sperm Alarm” Banksy’ego? Dla niektórych akt czystego wandalizmu (czemu nie da się niestety zaprzeczyć w wielu przypadkach), street art może też rewitalizować tkankę miasta i stanowić wojujące ze zobojętnieniem, społeczne medium, jak w Finlandii, gdzie stał się pośrednim katalizatorem zmian tamtejszego prawa autorskiego.