Własność Intelektualna i Prace B+R
Aleksandra Maciejewicz
Aleksandra Maciejewicz
25 listopada 2013

Praw(i)e blogowanie – ciąg dalszy, czyli czy tytuł tego artykułu jest utworem ?

Zgodnie z zapowiedzią  kontynuujemy temat prawnoautorskich aspektów prowadzenia bloga. Jednak, nieco przekornie, dzisiejszy artykuł nie będzie o tym, co najbardziej interesuje zapewne każdego blogera, czyli legalne wykorzystywanie zdjęć na blogu.  Postanowiłam rozwijać niniejszy cykl artykułów od samej góry (albo tego, co zazwyczaj się tam znajduje), czyli od nazwy bloga oraz jej zwyczajowej oprawy graficznej tj. logo.

Nie powinno nikogo zdziwić, iż kwestia, czy nazwa/tytuł korzysta z ochrony prawnoautorskiej, nie została bezspornie rozstrzygnięta w doktrynie ani w orzecznictwie. Część przedstawicieli myśli prawniczej absolutnie nie dopuszcza takiej możliwości, uznając, iż tytuł nie może stanowić sam w sobie utworu jako przedmiotu prawa autorskiego, i to bez względu na zawarty w nim twórczy i intelektualny wkład. Inni natomiast są zdania, że obecnie obowiązujące prawo autorskie nie pozwala na jednoznaczne rozwiązanie tego zagadnienia. W argumentacji przemawiającej za brakiem ochrony prawnoautorskiej nazwy czy tytułu pojawiają się takie zarzuty jak te, że tytuł tylko identyfikuje utwór albo stanowiąc jego element, podlega tylko ochronie jako niewielki fragment utworu.

Co jednak w sytuacji, gdy nazwa (tytuł) jest w pełni samodzielna, funkcjonuje jako pewien samoistny byt? Oceniając zagadnienie z perspektywy definicji utworu zawartej w art. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. – o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: upapp), niedopuszczalność ochrony prawnoautorskiej nazwy (tytułu) nie wydaje się być taka pewna. Na podstawie ustawowej definicji stwierdzamy, iż utwór musi posiadać określone cechy: być rezultatem pracy człowieka, stanowić uzewnętrzniony rezultat działania o charakterze twórczym oraz posiadać indywidualny charakter. Można pomyśleć, iż jest to równie dobra definicja niejednego tytułu. Pozostałe argumenty, takie jak ten, iż objęcie ochroną prawnoautorską dowolnego przejawu twórczości jest niezależne od jego rozmiaru czy postaci, również przemawiają za dopuszczeniem nazwy (tytułu) jako przedmiotu regulowanego ustawą o prawie autorskim. Opinię tą można sprecyzować o jedno z orzeczeń Sądu Najwyższego, w którym stwierdził on, iż nazwa (w braku odmiennej umowy w tym względzie) stanowi dobro osobiste wszystkich jego członków, chyba że bądź wiąże się ona treściowo z jednym tylko lub z niektórymi z nich, bądź chodzi o zespół utworzony, nazwany i kierowany przez jednego z członków w sposób tak wyraźny i oczywisty, iż uchodzi za nazwę „należącą” do tej osoby.

A więc można stwierdzić, iż tytuł bloga korzysta z ochrony przewidzianej przez ustawę o prawie autorskim, jeżeli  wyczerpuje cechy utworu. Nawiązując do podobnej branży, w literaturze przedmiotu wskazuje się, iż bez wątpienia takimi tytułami na polskim rynku wydawniczym są np. Uważam Rze czy Exklusiv. Przy czym powtórzenia wymaga, iż takich wątpliwości nie nastręczają nazwy banalne, pozbawione oryginalności jak np. blog nazywający się „Moje przemyślenia” albo „Blog o prawie autorskim”. Tak samo pojedyncze, typowe słowa codziennego użytku, jak np. Apple, nie podlegają ochronie w ramach prawa autorskiego (ale mogą być chronione już jako zastrzeżone znaki towarowe).

Przeczytawszy powyższe stwierdzasz, iż w świetle ustawy o pawie autorskim możesz spokojnie założyć bloga „Make life easier”, ponieważ nie jest to szczególnie twórcza nazwa. Tutaj jednak pojawia się inne zagadnienie – otóż konkretne przedstawienie graficzne tytułu, czyli tzw. logo, samoistnie korzysta z ochrony prawnoautorskiej, stanowiąc odrębne dzieło plastyczne. Oznacza to, iż w takim przypadku już nie treść nazwy (tytułu), lecz jej wizualizacja jako ciąg znaków (np. korzystająca z oryginalnego kroju czcionki bądź połączenia liter z ciekawą grafiką) jest na tyle twórcza, że w tym aspekcie spełnia cechy utworu.

W tym momencie chciałabym skłonić blogerów, którzy korzystali z pomocy osoby trzeciej przy tworzeniu swojego logo, do chwili refleksji nad tym, komu przysługuje do niego majątkowe prawo autorskie. Być może, wcale nie jest Wasze. Upraszczając, jeżeli nie istnieje pisemna umowa między blogerem a np. grafikiem o stworzenie logo, to z zasady funkcjonuje tzw. domniemanie licencji. Zgodnie z art. 65 upapp, w braku wyraźnego postanowienia o przeniesieniu prawa, uważa się, że twórca udzielił licencji. Co więcej, grafik taki może wówczas zażądać od blogera, w zależności od sytuacji, niebagatelnej zapłaty za korzystanie z logo, ponieważ, w myśl z art. 45 upapp, jeżeli umowa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje odrębne wynagrodzenie za korzystanie z utworu na każdym odrębnym polu eksploatacji.

 

Udostępnij ten artykuł

Artykuły

facebooktwitterlinkedin