Jak powszechnie wiadomo, coraz więcej osób korzysta z zakupów on-line. Z roku na rok, rośnie też świadomość prawna klientów, którzy coraz lepiej orientują się w przysługujących im prawach. Co z tego wynika? Oprócz oczywistego wzrostu wyników sprzedażowych sklepów internetowych, równolegle zaczęło się rozwijać dość negatywne zjawisko dotyczące stosunków pomiędzy klientami a właścicielami e-sklepów. Zabrzmi to dość paradoksalnie, ale wskazana negatywna praktyka przejawia się w wykorzystywaniu swoich praw konsumenckich do zarabiania na zakupach. Już tłumaczę o co chodzi.

Otóż, zgodnie z art. 2 ust 3 ustawy z dnia 2.03.2000r o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny:

„Jeżeli konsument dokonał jakichkolwiek przedpłat, należą się od nich odsetki ustawowe od daty dokonania przedpłaty.”

Przepis ten daje podstawę do zarabiania na sprzedawcach internetowych. W jaki sposób?

„Przedsiębiorczy klienci” robią zakupy w sklepie internetowym na dość wysokie kwoty, rzędu kilku-kilkunastu tysięcy, dokonując przy tym przedpłaty. Później, zgodnie z ustawowym terminem 10 dni odstępują od umowy, przy czym wraz ze zwrotem towaru żądają zwrotu pieniędzy wraz z odsetkami, które wpłacili tytułem przedpłaty. Odsetki ustawowe (13% w skali roku) liczone są  od daty otrzymania od sprzedawcy gotówki do daty jej zwrotu na rachunek klienta. Okres taki może średnio wynosić około 20-30 dni, choć zdarzają się też i dłuższe terminy rozliczenia. Tego typu praktyka skutkuje obowiązkiem zapłaty po stronie sprzedawcy ”dodatkowych pieniędzy” na rzecz klienta. Skumulowanie się większej liczby takich „trefnych zamówień” może spowodować dość duże problemy finansowe dla właścicieli e-sklepów.