O problematyce związanej z ochroną prawnoautorską kontentu bloga wspomniałam już przy okazji artykułu dotyczącego prawa autorskiego do przepisu kulinarnego. Jednak ostatnie wydarzenia, choć „szczęśliwie” zakończone (patrz: sprawa jestem.mobi i migomedia) nakłoniły mnie, aby rozwinąć wątek prawnych aspektów blogowania. Wiadomy jest fakt, iż zagadnienie to jest tematem-rzeką, dlatego właściwie w tytule powinien znajdować się „zarys” albo „wybiórczy zestaw”, jednakże po namyśle postanowiłam  po prostu zapowiedzieć, że ciąg dalszy (a właściwie uzupełnienie) nastąpi.

Na wstępie oczywistość – nie każdy wpis na blogu musi być objęty monopolem prawnoautorskim (choć uważam, że jest to swoisty wyjątek od reguły). Odnosząc się do złożonej kwestii cech utworu jako przedmiotu prawa autorskiego, należy przypomnieć, że przejawem działalności twórczej jest, będący wynikiem samodzielnego wysiłku autora, rezultat różniący się od innych rezultatów analogicznego działania (w uproszczeniu – mający atrybut „nowości”). Niekwestionowany jest tu związek z pojęciem oryginalności, a „oryginalny” to tyle, co samoistny, autentyczny, niebędący powtórzeniem. Indywidualny charakter dzieła wyraża się w tym, że odbiega ono od innych przejawów podobnego działania w sposób świadczący o jego swoistości i niepowtarzalności (tak w: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 30 czerwca 2005 r. sygn. akt IV CK 763/04). O ile jednak konkretny wpis może nie stanowić utworu w rozumieniu ustawowym, to ochrona prawnoautorska może już obejmować blog jako wielopłaszczyznową całość – jego strukturę, formę – także jako utwór zbiorowy, zgodnie z art. 11 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: upapp).

Kolejna oczywistość – zasadą korzystania z materiału, spełniającego cechy utworu, jest uzyskanie licencji na jego rozpowszechnianie lub uzyskanie zgody na rozpowszechnianie kontentu bloga od jego autora (chyba, że autor komponuje go np. na zlecenie osoby trzeciej lub w ramach stosunku pracy, wówczas majątkowe prawa autorskie niekoniecznie muszą mu przysługiwać), chyba że takie korzystanie jest możliwe na podstawie przepisów o dozwolonym użytku publicznego, o czym poniżej. Nie będę poruszać kwestii korzystania z kontentu bloga w ramach dozwolonego użytku osobistego opisanego w art. 23 upapp, ponieważ nie wydaje się ona być choćby minimalnie sporna w świetle problematyki legalnego prowadzenia bloga.

Dozwolonym użytkiem publicznym jest tzw. prawo przedruku. Niejednokrotnie zauważyłam, iż jest ono nagminnie nadużywane, bądź używane w sytuacjach skrajnie odbiegających od spełnienia ustawowych przesłanek. Po pierwsze, według art. 25 upapp (będący podstawową regulacją prawa przedruku), wolno rozpowszechniać tylko kontent, którego rodzaj został wyróżniony w tym przepisie (są to m.in. sprawozdania o aktualnych wydarzeniach, aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie), zaś aktualnych artykułów na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, w ogóle nie można umieścić na swoim blogu, jeżeli zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione. Poza tym możesz umieścić na swoim blogu krótkie wyciągi ze sprawozdań i  niektórych artykułów, krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów albo mowy wygłoszone na publicznych zebraniach. Po drugie, takie użycie kontentu jest możliwe jedynie w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji (czy możesz mianować tak swój blog?). Po trzecie, za korzystanie z niektórych z tych utworów, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia

W kontekście powyższego, wspomnę jedynie o prostej informacji prasowej, niepodlegającej ochronie prawa autorskiego. Uważa się za nią taki materiał, który pozbawiony jest cech indywidualnej twórczości, np. programy telewizyjne, teatralne i kinowe, notowania giełdowe, informacje o wypadkach, komunikaty o pogodzie, proste ogłoszenia i wiadomości, sondażowe wypowiedzi czytelników, słuchaczy lub widzów. Jednak uwaga – z zastrzeżeniem ochrony sposobu wyrażenia, w tym w szczególności ochrony układu graficznego (mam tu również na myśli tak chętnie „szerowane” infografiki).

Zauważyłam jednak, że blogerzy, którzy dopuszczają się powielania kontentu z innego bloga, nie czynią tego tak jawnie i otwarcie. Zazwyczaj modyfikują mniej lub bardziej wnikliwie utwór, uzupełniają o swoje odkrywcze myśli, tworzą nowe przykłady. I tak, rzeczywiście są twórcami swego utworu w rozumieniu upapp i przysługują im wszelkie ustawowo przewidziane do niego prawa. Jednakże przede wszystkim są twórcami utworu zależnego, a z pierwszą ingerencją w cudzy tekst, grafikę czy inny materiał, i jego rozporządzeniem (skorzystaniem) bez zezwolenia  uprawnionego do pierwotnego utworu, dopuścili się naruszenia prawa autorskiego, za co przewidziana jest odpowiedzialność zarówno cywilna, jak i karna.

Konkretyzując, opracowaniem dzieła jest utwór powstały w wyniku adaptacji, tłumaczenia lub innej przeróbki. Przypomnienia również wymaga, iż opracowanie, jak i utwór powstały z inspiracji cudzym materiałem, wymaga podania przypisu zawierającego tytuł utworu pierwotnego, imię i nazwisko (pseudonim) jego autora oraz źródło.

Kolejnym przykładem notorycznego nadużywania dozwolonego użytku publicznego jest tzw. prawo cytatu. Ustawowo cytat oznacza urywek rozpowszechnionego utworu lub rozpowszechniony drobny utwór w całości przytoczony w innym utworze stanowiącym po pierwsze, samoistną całość, po drugie, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości, z podaniem imienia i nazwiska (pseudonimu) twórcy oraz źródła. Dlatego jeżeli korzystasz na swoim blogu np. ze screenshota z filmu w celu wzbogacenia nim swojej recenzji, nawet ta okoliczność nie uprawnia Cię do umieszczenia fotosa w tekście. Rzeczywiście recenzja jest analizą krytyczną o której wspomina prawo cytatu, jednakże utworem podlegającym opisowi jest film jako całość, nie zaś konkretny screenshot. W takiej sytuacji podstawą cytatu w formie fotosa jest tylko uatrakcyjnienie artykułu, w przeciwnym razie autor musiałby poddać analizie ten właśnie screenshot.

Kolejny przykład – kolaże tworzone przez tzw. szafiarki. Bezspornie kolaż stanowi formę artystyczną, która podlega pod „prawa gatunku twórczości” w ramach prawa cytatu. Jednakże kolaż musi być samoistnym utworem, co oznacza, iż posiada on istotny wkład twórczy autora polegający na odpowiednim zestawieniu lub opatrzeniu odautorskimi, oryginalnymi elementami takich cytatów. Nie jestem wierną obserwatorką blogów szafiarskich,  z kolaży które jednak zarejestrowałam, żaden nie przejawiał twórczego zestawienia cytowanych utworów.

Jednym zdaniem – cytatem może być jedynie osadzenie fragmentu we własnym, w pełni twórczym utworze. Wskazuje się również iż cytat w rozpowszechnionym utworze nie może zastępować potrzeby zapoznania się z oryginalnym dziełem (użycie opcji tworzenia kolażu w edytorze zdjęć z wykorzystaniem fotografii znalezionych na stornie internetowej amerykańskiego Vogue’a niekoniecznie spełnia te przesłanki) .

Pamiętaj, prawo autorskie chroni tylko wyrażenie – kombinację słów i strukturę, które wyrażają rzeczowe treści – nie myśl w nich zawartą. Przysługuje Ci „wolność” kopiowania faktów i pomysłów. Jeżeli spodobał Ci się cudzy materiał na blogu, możesz wykorzystać ideę w nim zawartą. Inspiracja w żadnym wypadku nie jest ograniczona prawami autorskimi. Dlatego, jeżeli wzorujesz się na czyimś utworze, wykorzystaj tą możliwość zamiast dostarczać kolejną kalkę za pomocą  Ctrl+C Ctrl+V. Powodzenia.

Przeczytaj też : Co ma Lana Del Rey do polskiego prawa autorskiego?

Podobał Ci się artykuł?

Podziel się ze znajomymi lub zapisz do subskrypcji by otrzymać informacje o najnowszych wpisach

Możliwość komentowania jest wyłączona.