Bardzo wiele naszych postów na Facebook spotkało się z dużym zainteresowaniem fanów. Wiele z nich jest już niestety tak „głęboko” na naszym wall’u, że trudno na nie trafić. Postanowiliśmy najciekawsze opublikować na blogu w postaci nowego cyklu. Przed Wami kolejna porcja wiadomości – absurdy prawa autorskiego.

Family Guy vs. fani

Przedstawiamy Wam historię Fox’a i ich nowej gry Family Guy: The Quest for Stuff. , gdzie Wydawca wykorzystał prawo autorskie, aby ukryć własny błąd… O co chodzi?

Na początku kwietnia, Fox przez pomyłkę udostępnił na AppStorze wspomnianą grę przed datą jej oficjalnej premiery. Jednak zanim gra zniknęła ze sklepu, niektórzy fani gry z Nowej Zelandii zdążyli już ją pobrać (oczywiście w legalny sposób). W związku z tym na Youtubie oraz Twitchu, pojawiły się filmy dotyczące nowego Family Guy’a.

Dla wydawcy stanowiło to duży problem – fani powinni przecież byli zaczekać do oficjalnej premiery. Fox zwrócił się więc przez Twittera do Hansa Kaosu, autora jednego z nagrań (posiadacza konta na youtubie i twitch.tv) przedstawiających grę z prośbą o usunięcie filmu, a następnie zgłosił materiał Hansa jako naruszający prawa autorskie. Fox, mimo, iż przyznał, że gra została udostępniona z powodu błędu po jego stronie, wystąpił do YouTube z wnioskiem o zablokowanie filmu oraz do Twitch.tv o zablokowanie kanału Hansa. Obie prośby zostały spełnione, a sam Hans został potraktowany jak zwykły pirat.

Zastosowane przez Fox środki należy uznać, za co najmniej niewspółmierne do tego, co zrobił Hans. Prawa autorskie zostały tu po prostu wykorzystane do kontrolowania działań internautów, działających przecież w sposób legalny…

Książka na semestr i ani chwili dłużej.

Wielu z Was na pewno, chociaż raz w życiu skorzystało z giełdy książek używanych albo odkupiło podręcznik od znajomego – nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Jednak, czy pomyśleliście również o tym, że kupując nowy podręcznik, możecie nie mieć prawa go odsprzedać?

Takim pomysłem może się „poszczycić” pewien amerykański wydawca – Aspen Publishers. Przyjęty przez niego model sprzedaży zakłada, że student płacąc za książkę 200$ otrzymuje jej wersję papierową i elektroniczną, przy czym wersję papierową będzie zobowiązany zwrócić po zakończeniu semestru, co uniemożliwi jej odsprzedaż. Wydawca podkreślił przy tym, że sprzedaje „licencję na książkę”, a nie samą książkę.

Skąd ta informacja? Wydawnictwo przekazało ją wykładowcom, a jeden z nich, Josh Blackman z South Texas College of Law, opisał sprawę na swoim blogu.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję Electronic Frontier Foudnation (ta sama, o której pisaliśmy w sprawie niemieckich aktywistów Peng! Collective), która określiła pomysł Aspen Publishers, jako niebezpieczny precedens, który może stanowić zagrożenie dla tzw. doktryny pierwszej sprzedaży (first-sale doctrine). Właśnie dzięki niej mamy prawo do sprzedaży legalnie nabytej kopii danego dzieła.

Akcja wydawcy może być jednak nieskuteczna, ponieważ wielu wykładowców już zadeklarowało, że nie będzie korzystać z tego typu książek. Co jednak będzie, jeżeli inni wydawcy zaczną wykorzystywać podobny system?

1. Zapłacić za śpiewanie „Happy Birthday To You”? Czemu nie! Stanowisko ZAiKS wydaje się być w tej materii jednoznaczne. Przecież ta urodzinowa piosenka jest chroniona prawem autorskim i ten, kto jej używa, powinien uiścić z tego tytułu tantiemy autorskie.

Melodia piosenki powstała w 1893 roku, stworzona przez siostry Mildred i Patty Hill. Jako ostatnia z siostrzanych współautorek, bo w 1946 r., zmarła Patty. Z tego wynika, że utwór będzie chroniony przez kolejne 2 lata (do końca 2016 r.). Zgodnie więc ze stanowiskiem ZAiKSu, np. prywatne szkoły języka angielskiego, które wykorzystują do nauki „Happy birthday to you”, mają obowiązek uiszczać opłaty z tytułu tantiem autorskich.

2. Kto nie pamięta hitu memów 2012 – obraz Jezusa z Borji, który został „odrestaurowany” na podobieństwo jeża? Sprawczynią obecnej wersji obrazu, czyli de facto zniszczenia XIX-wiecznego fresku „Ecco Homo” jest 80-letnia Cecilia Gimenez. Mogłoby się wydawać, że autorka tej niezaprzeczalnie kontrowersyjnej „renowacji”, powinna ponieść za nią jakąś odpowiedzialność. Jednak z faktu, że obraz szybko stał się główną atrakcją turystyczną hiszpańskiej miejscowości, skorzystały władze kościelne, wprowadzając opłatę za możliwość obejrzenia fresku. To z kolei nie spodobało się Pani Gimenez, która wystąpiła w związku z tym na drogę sądową, aby dochodzić wynagrodzenia z tytułu praw autorskich do dzieła. Podobno sprawa skończyła się bardzo korzystnie finansowo dla „artystki”, a co za tym idzie, kary za zniszczenie zabytkowego fresku nikt nie poniósł.

3. Czy czytanie dzieciom podlega opłatom? Belgijska organizacja SABAM, chroniąca prawa twórców, wydawców i wszelkich innych uprawnionych z tytułu praw autorskich do książek, domaga się opłat za ich czytanie grupom dzieci w bibliotekach przez wolontariuszy. Absurd? Być może. SABAM zwraca się już do kolejnych bibliotek z żądaniem uiszczenie opłaty za bezprawne upublicznianie dzieł…

Podobał Ci się artykuł?

Podziel się ze znajomymi lub zapisz do subskrypcji by otrzymać informacje o najnowszych wpisach

Możliwość komentowania jest wyłączona.